Witajcie!
Nie wiem jak wam, ale mnie takie tytułowanie wpisów przypomina pisanie jakiegoś durnego opowiadania na pierdyliard tematów, ciągnący się przez pierdyliard rozdziałów monotonny swoimi całkiem przewidywalnymi wydarzeniami (najczęściej romansowymi). Eh... Dla mnie trochę żenujące, że dochodzimy do podobnych wniosków widząc archiwum bloga (ten pasek po prawej) i kilka numerków po kolei. A dlaczego ja zaczęłam tak pisać? A tak po prostu. Nie miałam zielonego pojęcia (jawna dyskryminacja kolorów) jak nazwać wpis, który miał tak mało tak dziwnej treści. Wybrałam coś neutralnego - zwyczajny numerek seryjny wpisu. Yay! Tyle historii. Teraz tylko znaleźć jakąś przyzwoitą muzykę do wrzucenia pod koniec wpisu i gotowe. Krótkie pisanie jest fajne. :) Więc czemu przez większość mojej blogowej przeszłości pisałam jakieś wielkie przemyślenia na jakieś opasłe tematy? Było tak nie robić. Teraz już wiem. Człowiek się szybciej wypalił. Ale przynajmniej nauczył pisać. Nevermind.
~~Weronika~~
Jeden z albumów mojego ulubionego zespołu.
Pytanie do fanów (jeżeli takowi się tu znaleźli):
którą "epokę" HU lubicie bardziej: czasy Deuce'a czy Danny'ego?